Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Facepalm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Facepalm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2020

Dzień inny niż wszystkie (dni izolacji)

Ponad 2,5 miesiąca pracuję z domu i w tym okresie zaliczyłam chyba większość możliwych stanów emocjonalnych pod adresem tej sytuacji. Od głębokiej niechęci ("nie znoszę pracy z domu, niewygodnie mi, tęsknię za swoim zespołem"), przez hedonistyczny, podszyty lenistwem entuzjazm ("uwielbiam wstawać 5 min przed rozpoczęciem pracy, jeździć na rowerze stacjonarnym słuchając szkoleń i nie musieć układać co rano włosów"), po ogólne znudzenie ("ależ nudno, nic się nie dzieje, każdy dzień jest dokładnie taki sam").

Cóż, dzisiejszy nie był. 

Wyobraźcie sobie, że okres, kiedy ludzie unikają wychodzenia z domów, a wiele osób funkcjonuje w trybie często przymusowego Home Office - ten właśnie okres administracja mojego budynku uznała za optymalny na wielogodzinne odcięcie prądu celem dokonania wymiany jakiegoś Ważnego Ustrojstwa. Wspomniane wiele godzin oczywiście miało miejsce w środku dnia, a nie - na przykład - po południu lub w nocy, a kartka je zwiastująca pojawiła się cały DZIEŃ wcześniej. Jako, że z Szalonym Naukowcem nadal się izolujemy, a ponadto pracujemy (obowiązkowo) z domu, nie mieliśmy szczęścia jej zobaczyć wcześniej. W związku z tym o braku prądu przekonałam się dokładnie w momencie, kiedy próbowałam się zalogować do swojego wirtualnego biura.
Na szczęście mogłam spakować się i pojechać do rodziców aby korzystając z ich prądu i wifi dalej ratować świat w swojej korporacji. 

Ale wiecie co? Jeden dzień wystarczył. Już nie jestem znudzona pracą z domu (na swoim krześle, w swoim salonie, w swojej ciszy, spokoju i braku dymu cygarowego). Ba, myślę o tym niemal z radością.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Jeśli do końca tej pandemii nie zostanę wdową oskarżoną i zabójstwo w afekcie, to zapewne zostanę porzucona przez łysego męża.


Od kilku tygodni powtarzającym się motywem narzekań w naszym domu jest nieokiełznany busz na jego głowie. Ci, którzy mieli do czynienia z włosami z północnej Afryki, wiedzą, że to może być nie lada problem, a w tym przypadku sytuacja robi się alarmująca.
W końcu Kolega Małżonek zdecydował się na zakup maszynki do strzyżenia włosów. Wczoraj spędziliśmy więc całkiem sporo czasu przeglądając, porównując i wybierając modele.
I w końcu się udało!
Decyzja podjęta, model wybrany, koniec udręki na horyzoncie!
I co w tym momencie postanowił zrobić mój mąż? Otóż uznał, że skoro i tak w Wielkanoc nikt nie zacznie realizować zamówienia, on sobie poczeka.
I poczekał. Poczekał tak skutecznie, że ten model, a także 2 inne które brał pod uwagę, zniknęły ze sklepu.
Najwyraźniej maszynki do strzyżenia sa nowym papierem toaletowym i drożdżami.
A ja przeczuwam że zbliża się nocna interwencja przy pomocy maszynki do golenia

piątek, 10 kwietnia 2020

Jeśli do końca tej pandemii nie zostanę wdową oskarżoną o zabójstwo w afekcie, to będzie wielki sukces.


Wczoraj pod wieczór wybraliśmy się na zakupy (a co! Oboje mamy już dość siedzenia w czterech ścianach). Premierowo w bawełnianych maseczkach wielokrotnego użytku. Jak powszechnie wiadomo te maseczki trzeba regularnie prać (lub prasować), tak więc po powrocie wrzuciłam je do umywalki wypełnionej gorącą wodą z mydłem żeby się tam namoczyły.
No i tak jakby o nich zapomniałam.
Do momentu, kiedy idąc myć zęby znalazłam je porzucone na brzegu umywalki, gdzie pozostawił je mój mąż bo "nie wiedział co będę chciała z nimi zrobić".

Chciałam nimi, kochany mężu, ozdobić choinkę.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

"Mąż prawdę ci powie" - jednoaktówka

Zapraszamy na jednoaktówkę pod tytułem Mąż prawdę ci powie", opublikowaną pod roboczym tytułem Niewdzięcznik.

Miejsce akcji: sypialnia.

Czas akcji: niedziela wieczór, pora zdecydowanie zbyt późna żeby się wyspać do pracy.
Didaskalia: Z głębi sceny dobiega dźwięk donośnie dmuchanego nosa. Na twarzy Bohatera maluje się wyraźna zaduma, wręcz wysiłek intelektualny. Nagle otwiera usta. Widownia zamiera w oczekiwaniu na zdrój mądrości, który zaraz z nich spłynie....
- Wiesz, twoim "spirit country" to jest Belgia. Bo wiesz: frytki i czekolada.

Kurtyna.


niedziela, 12 stycznia 2020

Dobra żonka

Kolega Małżonek wrócił przedwczoraj wyjazdu służbowego. Dzięki uprzejmości polskich linii lotniczych LOT z zaledwie dwugodzinnym opóźnieniem. Zamiast prezentu przywiózł koszmarne przeziębienie. Kojarzycie te żarty o tym jak chorują faceci? Szalony Naukowiec choruje bardzo rzadko, a jak już to raczej należy do tych, których jakieś drobne przeziębienie nie powstrzyma od realizacji planów.
Na przykład od grania w piłkę. 
Na zewnątrz. 
W szortach. 
Przy temperaturze ok 5 stopni. 

Tym razem jednak trafiło go konkretnie - jakby mnie kto pytał: nie bez związku ze wspomnianą piłką.
No więc co miałam zrobić? Trzeci dzień funkcjonuję w trybie "dobra żonka": przyrządzam wywary z imbiru, poję rosołkiem i wymyślam w miarę zdrowe i możliwie smaczne posiłki. I tylko po cichu przewracam oczami (nie żeby dało się to zrobić głośno), kiedy on, poproszony o załadowanie naczyń do zmywarki, marudzi przecież jestem choryyyy.

Dzięki Ci Matko Naturo za jego dobry system odpornościowy, dzięki któremu stykam się z taką sytuacją średnio raz na 3 lata.
A że mój nie jest taki sprawny, pozostaje mi tylko czekać aż złapię tego jego wirusa i wtedy przekonamy się, kto jest lepszy w te klocki


sobota, 4 stycznia 2020

Wyjdź za geeka

Chciałam napisać podsumowanie roku, ba, może nawet i całej dekady. Opisać jak bardzo zmieniło się moje życie w ciągu tych 10 lat i jak szalony był dla mnie rok 2019. Chciałam opowiedzieć, jak spędziłam Sylwestra i zakończyć refleksją, że jeśli to prawda co mówią "Nowy Rok jaki, cały rok taki" (lub w alternatywnej wersji, że nowy rok, będzie taki jak Sylwester) - to mój 2020 będzie pełny podróży, czasu z przyjaciółmi i pysznego jedzenia. 

Ale jedyne co jestem w stanie w tej chwili napisać to, że po prostu nie wierzę, że pierwszy film jaki obejrzę w tym roku, ba, w tej dekadzie, to będą Gwiezdne Wojny
Wyjdź za geeka, mówili. Bedzie fajnie, mówili.

piątek, 20 grudnia 2019

Pan od Choinek część 2

Pamiętacie może Pana od Choinek?
W tym roku znowu udaliśmy się z Szalonym Naukowcem zagrać w naszą ulubioną grę świąteczną. Tym razem jednak oponent chyba specjalnie przygotował na tę okoliczność. Powitał nas głośnym okrzykiem już na wejściu na plac z choinkami, a następnie zaprosił na tyły (tj między drzewka). Gdy ja oddałam się przebieraniu miedzy gałązkami, a Szalony N skoczył do bankomatu, Pan od Choinek zainicjował tegoroczną rozgrywkę:
- Pani mąż to z Algierii, tak? - zapytał chytrze.
- Nie. - jeśli liczył, że mnie podejdzie i odpowiem "nie, z..." to nie ze mną te numery.
- To z Maroka? - no tu mnie zażył, liczyłam, że rozgrywka potrwa jednak nieco dłużej. Do trzech (lat) sztuka.
- Tak.
- A to prawie to samo hyhy - zarzucił żarcikiem zadowolony z wygranej Pan od Choinek.

Daruję sobie przytaczanie dalszej części tej rozmowy i przejdę prosto do pointy: jestem bardzo rozczarowana, że nasza coroczna gra się skończyła. Chyba muszę do przyszłej Gwiazdki zmienić męża. Ewentualnie źródło zaopatrzenia w choinki.

środa, 13 listopada 2019

Księżniczkowanie

Historyjki poweselne.
Siedzimy w salonie u teściów z kilkorgiem kuzynów męża. Wszyscy wymieniają sie zdjęciami i nagraniami z imprezy. W pewnym momencie, ktoś zaczyna oglądać filmik, a 3 letni chłopczyk patrzy mu przez ramię. Patrzy, patrzy, rozgląda się po pokoju i pyta:
- A gdzie jest ta księżniczka?
Ojciec wskazuje palcem na moją skromną osobę, siedzącą niedaleko. Dziecko spogląda na mnie uważne, przechyla głowę i z niezachwianą pewnością w głosie oświadcza:
- Wcale nie.
Dziecko prawdę ci powie: dla tego Kopciuszka północ już wybiła i księżniczkowanie się skończyło.

niedziela, 3 listopada 2019

Rodzinka ach rodzinka

Marokańska rodzina stanowi niewyczerpane źródło rozrywek.
Szalony Naukowiec ma całkiem sporo ciotek. Jedna z nich ma córkę, skądinąd bardzo fajną dziewczynę, która kilka miesięcy temu postanowiła przyjechać na studia do Polski. Mój mąż nie był zachwycony rolą, jaką spodziewał się, że będzie musiał odegrać w tym przedsięwzięciu, no ale cóż. Proces wizowy się opóźniał, więc kiedy 3 czy 4 dni temu otrzymaliśmy wiadomość, że wreszcie się zakończył, wydedukowaliśmy, że dziewczyna zapewne przyjedzie do Warszawy tuż po naszym weselu. Dwa dni temu dowiedzieliśmy się, że nie: otóż przyjeżdża w niedzielę (czyli dziś) wieczorem. Z lotniska ma odebrać ją ktoś, kto ze strony uczelni ogarnia zagranicznych studentów. Osoba ta miała tez być odpowiedzialna za znalezienie jej zakwaterowania i dostarczenie jej tam prosto po przyjeździe. Szalony Naukowiec postanowił również wybrać się na lotnisko, bardziej do dekoracji, żeby dziewczyna miała tam jakąś znajomą twarz. No i upewnić się, że wszystko ok z tym pokojem dla niej.
Dziś ok 13 Szalony Naukowiec odebrał telefon od swojej ciotki: zakwaterowanie zostało przez nią odrzucone (jeden pokój dzielony z dwiema innymi dziewczynami: trochę w sumie rozumiem). Kuzynka de facto nie ma gdzie spać więc czy Szalony Naukowiec nie mógłby jej ogarnąć jakiegoś hotelu. Oczywiście stanęło na tym, że zabierzemy ją do siebie na te dwa dni do naszego wyjazdu. Jakoś mnie to nie zaskoczyło aż tak bardzo, chyba od początku spodziewałam się, że jej pierwsze noce w Polsce będą miały miejsce pod naszym dachem.
Zapanowała pełna mobilizacja: 2h sprzątaliśmy pokój, który w przerwach między przyjmowaniem gości, służy nam za suszarnię, graciarnię, pomieszczenie na cały bałagan, biuro itd. W międzyczasie: pakowanie na nasz wyjazd w środę rano, ostatnie pranie i tego typu sprawy. 

Jakieś 1,5h przed lądowaniem samolotu z kuzynką na pokładzie dzwoni telefon: ciotka oświadcza, że jednak ten koleś z uczelni ogarnął jej hotel koło kampusu więc nie ma potrzeby, żeby przyjeżdżała do nas. Szalony Naukowiec wyruszył więc na lotnisko, po drodze sprawdzając gdzie jej kupi coś na obiad i o której wróci do domu.

Ktoś się domyśla, kto do mnie zadzwonił jakieś 45 min później i co powiedział?

czwartek, 3 października 2019

Ploteczki sąsiedzkie

Wybrałam się dziś do Pani z Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej pogadać o ścianach. Konkretnie: o ich grubości. No i tak sobie siedzimy nad planem budynku i konstatujemy, że wewnątrz mieszkania mamy ścianę grubą na 64 cm (sic), natomiast ta oddzielająca nas od sąsiadki ma ledwie 25.
- No i dlatego tak wszystko słychać - mówi Pani z Zarządu
- No tak...
- Powiem ci tak między nami, jak tu jesteśmy tylko we dwie - dodaje - że ta twoja sąsiadka to mi kiedyś mówiła, że was słyszała. Mówiła mi, że się zastanawiała, czy interweniować, czy co. Ona wie, że masz męża nie Polaka no i że ona przecież nie może pozwolić żeby na ciebie rękę podniósł.
No i teraz zastanawiam się czy:
a. popukać się w głowę nad tymi stereotypami?
b. wpaść w kompleksy, że mój głos brzmi tak męsko (jako, że mój mąż nigdy swojego nie podnosi, cokolwiek słychać za ścianą, musi wydobywać się z mojego gardła)?
c. nauczyć się wyrażać swoje emocje nieco ciszej i krzyczeć szeptem, zanim pani sąsiadka jednak zdecyduje się interweniować?

sobota, 21 września 2019

Także tak

Ten moment, kiedy spieszycie się na Bardzo Ważną Kolację Szalonych Naukowców, a ty koniecznie musiałaś sobie przed nią pomalować paznokcie i w efekcie mąż zakłada Ci skarpetki i buty, bo już wie, że jak uszkodzisz sobie lakier, będziesz go poprawiała do skutku.

poniedziałek, 2 września 2019

Ślub (ale nie nasz!!!)

W ostatni weekend byliśmy na ślubie znajomych. Ślub był polsko-niemiecki, para młoda poznała się na studiach we Włoszech, a że oboje pracują w międzynarodowym środowisku: towarzystwo było mocno mieszane. Ku mojej radości - podczas gdy miłościwie nam panujący przygotowywali się do wypowiedzi o pamięci, domaganiu się prawdy i zadośćuczynień - polsko-niemieccy (i inni) goście bawili się w najlepszej komitywie.
Dla Szalonego Naukowca dodatkowo był to pierwszy ślub kościelny. Czytałam ostatnio o niechrześcijańskich partnerach, którzy odmawiają wejścia do kościoła czy to w ramach zwiedzania, czy będąc zaproszonymi na ślub. Przyznam, że byłam w sporym szoku, że komuś takie rzeczy przychodzą do głowy. Serio, rozumiem inne wyznanie i w ogóle, ale przecież nie chodzi o zdradzanie swoich zasad albo swojego boga, tylko udział w uroczystości, która dla kogoś jest ważna.
Całe szczęście, że mój mąż nie ma takich pomysłów.
Tym bardziej, że pan ksiądz zafundował wszystkim - z panną młodą na czele - niezłą niespodziankę. Zanim zaczął kazanie, oświadczył, że skoro jest ona taką "obrotną panieneczką", to na pewno nie będzie miała nic przeciwko z tłumaczeniu na żywo tegoż kazania na język niemiecki i angielski, aby nikt z gości nie uronił ani jednego, cennego słowa.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Mężowskie polowania

Jak pewnie już kiedyś wspomniałam, jednym z hobby mojego małżonka jest polowanie.
Na komary.
Jednak jako zagorzały przeciwnik dyskryminacji, Szalony Naukowiec nie dyskryminuje żadnych owadów: nie znosi ich wszystkich równo.
2 tygodnie temu siedzieliśmy wieczorem przy zapalonym świetle i uchylonym oknie. Dla mnie standard, ale on nagle zerwał się, wskoczył na oparcie fotela i przystąpił do eksterminacji, jednocześnie wygłaszając mało pochlebne komentarze pod adresem osoby odpowiedzialnej za to skandaliczne niedopatrzenie (czyli mnie). Poinformował mnie nawet, że z mojej winy będziemy musieli pomalować sufit, na którym właśnie dokonywał swoich owadobójczych praktyk.

I to wszystko jest ok, przecież wiedziałam o tym jego szaleństwie i nie byłam na tyle naiwna, żeby liczyć, że to się kiedykolwiek zmieni.


To czego się nie spodziewałam, to to, że ten sam człowiek stwierdzi, że marzy mu się dom z ogrodem

niedziela, 18 sierpnia 2019

Nocne przygody

Oglądaj cały wieczór horrory.
Idź spać zmęczona.
Zbudź się nagle w środku nocy słysząc w domu stukoty, szelesty i gwałtowne trzepotanie tuż koło łóżka.
O drugiej w nocy likwiduj przy pomocy odkurzacza pozostałości kociej zabawy z ćmą.

sobota, 17 sierpnia 2019

Nieracjonalne obawy

Wiecie czego się sekretnie (i kompletnie nieracjonalnie) obawiam?
Znacie pewnie te filmy, gdzie ktoś ma wypadek i traci pamięć i nie pamięta swojego partnera. No to ja boję się własnie tego, tylko w wersji upgraded czyli, że Szalony Naukowiec nie tylko zapomina mnie, ale także język angielski (w którym się najczęściej porozumiewamy).
Tak, wiem, że to nie ma sensu, że takie amnezje są niezwykle rzadkie. Ba, wiem nawet, że język jest przechowywany w innej pamięci niż wydarzenia z życia (ale czy języki obce też?) i że ludzie którzy tracą pamięć nadal umieją mówić.
Tylko, ze to niczego nie zmienia

wtorek, 11 czerwca 2019

Przedślubne tradycje

Jak może wiecie nie jestem wielką fanka przestrzegania tradycji. Uważam, że warto przestrzegać tylko tych, które cos dla nas znaczą, albo które lubimy, a nie tych, które są nam narzucane "bo zawsze tak było albo "bo tak wypada".
Jako osoby niezwykle doświadczone w organizacji ślubów, zaczęliśmy tworzyć z Szalonym Naukowcem własne przedślubne tradycje. Niektóre są fajne: przed ślubem 1.0 byliśmy bardzo zaganiani i mocno zestresowani (mieliśmy w końcu tylko 6 tygodni na ogarnięcie wszystkiego od urzędu, przez wizy zaproszenia w Urzędzie Wojewódzkim, bilety lotnicze i zakwaterowanie dla jego rodziny, obiad wraz z menu, ciuchy, fryzurę, makijaż itd.). Ostatniego dnia, wymknęliśmy się wszystkim i udaliśmy się zobaczyć premierowo drugą część Fantastic Beasts. Przed ślubem 2.0, na który mieliśmy znacznie więcej czasu, robimy sobie prawdziwy maraton filmowy. Wczoraj byliśmy na Aladynie, dziś idziemy na Godzillę oraz Brightburn: Syn Ciemności. Zagadka: przyporządkuj tytuł filmu do osoby, która się uparła żeby go obejrzeć.
A wracając do tradycji - najwyraźniej tradycje, których się nie lubi są nieuniknioną częścią życia. W moim przypadku taką tradycja jest obcieranie sobie stóp na kilka dni przed ślubem.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Sci-fi pracowo telefoniczne dla wytrwałych

Nie chcę, ani też nie za bardzo mogę, pisać o tym, na czym polega moja praca, niemniej poziom absurdu jaki dziś osiągnęłam, sprawił, że wymiękłam.

Spróbujmy odrobiny fantastyki.

Wyobraźmy sobie, że w pracy zajmuję się... telefonami. I że jest sobie wielki Magazyn, który dysponuje absolutnie każdym modelem telefonu, który kiedykolwiek stworzono: wszystkie marki, modele, wersje kolorystyczne, wersje pamięci - wszystko. Do tego w tym telefonowym świecie nikt poza pracownikami magazynu nie dysponuje katalogiem wszystkich telefonów. A można odnieść wrażenie, że ci ostatni średnio umieją się nim posługiwać.
Tyle tytułem wstępu.

Jakiś czas temu zamówiłam telefony. Jak wiemy, nie ma katalogu - o czym wszyscy którzy zajmują się telefonami doskonale widzą - dlatego zamawianie wcale nie jest proste. Robi się to poprzez poproszenie o WSZYSTKIE telefony, które spełniają jakieś tam warunki: mają odpowiedni kolor, ekran, system operacyjny, producenta itd. Tak też zrobiłam i po dłuższym czasie dostałam paczkę telefonów. W tym momencie moją rolą jest sprawdzenie, czy dostałam właściwe telefony: dokładnie te, których się spodziewałam.
Nawiasem mówiąc moja praca we Wszechświecie Telefonowym nie ma za bardzo sensu.
Poprawka: w normalnym świecie moja praca chyba też nie ma za wiele sensu. Fizykom niech będą dzięki za teorię strun i równoległe wszechświatów: przynajmniej w jednym z nich - Wszechświecie Korporacyjnym - moja praca jest aż przesiąknięta sensem.

No więc biorę ja te telefony i oglądam je na różne sposoby - z racji tego, że nie wiem i nie mogę wiedzieć, co dokładnie zamówiłam, nie mogę sprawdzić z całą pewnością, czy dostałam wszystkie. Mogę jednak do pewnego stopnia sprawdzić, czy to co dostałam zgadza się z moimi kryteriami. Nadążacie? Jeśli nie to w ogóle się nie przejmujcie, moja praca jest taka skomplikowana.
Ale do adremu.
W końcu zauważam, że brakuje koloru czerwonego. Wydaje mi się to dziwne, w końcu wiem całkiem sporo o telefonach (i jeszcze więcej o pracownikach Magazynu z Telefonami) i po prostu wiem, że powinien być jakiś czerwony. No to sięgam do katalogu produktów firmy X (tak, takim katalogiem dysponuję, w tym pełnym logiki świecie). No i proszę: jest kilka czerwonych modeli firmy X, które powinnam była dostać.
W tym momencie następuje następująca wymiana maili:

Drogi magazynie telefonów,
Nie dostarczyliście wszystkiego, co powinniście byli dostarczyć na przykład brakuje czerwonych telefonów firmy X.
Ja
__________________________________
Droga Ty,
Podaj nam proszę pełną listę telefonów których nie masz.
Magazyn telefonów.
__________________________________
Drogi magazynie telefonów,
Nie mogę podać Wam telefonów, których nie mam, gdyż.... nie mam ich.
Ja
***********************************************

Czytałam, że poczucie, że to co się robi ma sens ma wpływ na satysfakcję z życia.

środa, 19 grudnia 2018

"Hydraulik"- dramat w czterech aktach. Kontynuacja niewykluczona


Prolog
Dogłębna inspekcja wykazała, że okazjonalnie podciekanie wody na podłogę pod umywalką nie pochodzi z dodatkowego kranika używanego tylko do czyszczenia wc (o którym wiemy ze trochę cieknie) ale z okolic zaworu przy wodomierzu.

Akt 1.
Dzwonię do hydraulika wspólnoty. Ten nie może, nie wie, zarobiony jest. Kolejnego dnia (wtorek) udaje się go namówić aby przyszedł na inspekcję (też we wtorek). Inspekcja wykazuje dziurę w kolanku koło wodomierza. Hydraulik zgadza się przyjść ze swoimi ludźmi już w środę. O 11. Po godzinach pracy oczywiście się nie da. Ale hej, przecież na miejscu jest Szalony Naukowiec, co z tego że po polsku to on może umie kupić kiełbasę, ale nie wymieniać się szczegółami technicznymi dotyczącymi zawiłości systemu doprowadzania wody.

Akt 2.
Środa.
Hydraulicy przychodzą, wymieniają kolanko, robią bałagan. Szalony Naukowiec sprząta. Ktoś mógłby pomyśleć,że skoro usterka przy wodomierzu, to naprawa w ramach umowy ze wspólnotą tak jak odpowietrzanie kaloryferów - naiwna by to była osoba!

Akt 3.
Czwartek.
Na podłodze w łazience woda. Może po prysznicach? W końcu mamy gościa, może zachlapał. Wieszam dywanik wannowy do wyschnięcia, wycieram podłogę. Zaczynamy śledztwo.
Wieczorem (późnym) znowu woda. No cieknie spod tego wodomierza. W piątek rano kolejny telefon do hydraulika.
Hydraulik nie ma czasu. Ewentualnie mógłby o 12.
Niestety oboje pracujemy w tym czasie.
Hydraulik proponuje żebyśmy sobie zakręcali wodę w mieszkaniu to nie będzie nam ciekło.
Pytam jak w takiej sytuacji korzystać z łazienki?
Hydraulik mnie ochrzania bo on jest zajęty i ma na dziś omówionych 20 osób do przeglądu.
Mówię mu żeby na mnie nie krzyczał.
Hydraulik proponuje godzinę 21.
Jesteśmy wieczorem umówieni. W zamian proponuję poranek (do 11).
Hydraulik o 11 nie może
Ponawiam propozycję aby pojawił się PRZED 11
Hydraulik spróbuje.
Antrakt, w którym idę do pracy.

Akt 4
Szalony Naukowiec donosi, że hydraulicy przybyli a z łazienki dobiegają wezwania ku czci najstarszego zawodu świata. Czyli chyba działają.
Niedługo potem kolejny raport: wyszli, on nie rozumie co dokładnie powiedzieli, ale wedle jego oceny nic nie zrobili. "Może lepiej zadzwoń do niego".
Dzwonię.
Hydraulik nie widział żadnej wody, nie widział żeby coś ciekło, coś tam próbował dokręcić a w ogóle to jakiej wielkości była ta kałuża na podłodze? Może to była tylko kropla bo dla niego to bardzo dziwne że wszystkie inne wodomierze są ok a do tego jednego on musi przychodzić dwa razy.
Acha.
Wobec niniejszego dictum obiecuję hydraulikowi, że następnym razem zrobię kałuży zdjęcie zanim go wezwie.

Epilog
Mniej więcej co trzeci dzień na podłodze w łazience pojawia się woda. Podejrzewamy ze hydraulik ustawił jakiś timer, żeby ciekło raz na jakiś czas.